Arteon shootingbrake - mój generator wspomnień. Felieton motoryzacyjny

Przedostatni dzień szkolenia, szef pyta czy ktoś jest chętny na testowanie T-Roca do jutra. Zgłaszam się. Niestety kolega mnie ubiegł. Za chwilę kolejne pytanie, kto chce Arteona na weekend? Tym razem byłem pierwszy, przede mną trzy dni na zapoznanie się z nowym dzieckiem niemieckiej marki dla ludu.

Arteon shootingbrake - mój generator wspomnień. Felieton motoryzacyjny

„Generator Wspomnień” by Łukasz Piotrowski

Czwartek

Przedostatni dzień szkolenia, szef pyta czy ktoś jest chętny na testowanie T-Roca do jutra. Zgłaszam się. Niestety kolega mnie ubiegł. Za chwilę kolejne pytanie, kto chce Arteona na weekend? Tym razem byłem pierwszy, przede mną trzy dni na zapoznanie się z nowym dzieckiem niemieckiej marki dla ludu.

Piątek

Wychodząc z pracy wypatruję mojego weekendowego towarzysza. W końcu znajduję go na parkingu. Najnowszy Arteon w wersji shooting brake pręży się zaparkowany wzdłuż ulicy. Pierwsze wrażenie? Kawał samochodu, sylwetka od razu przywodzi mi na myśl tylko jedno skojarzenie, Porsche Panamera sport tourismo. Szerokie nadkola z tyłu, łagodnie opadająca linia dachu. Naprawdę robi wrażenie. Tylko znaczek na masce oraz klapie bagażnika wysyła sprzeczne sygnały. Czy to aby na pewno, wciąż marka dla ludu? Wchodzę do środka. Po przesiadce ze starej BMW e91 czuję się jak w statku kosmicznym. Przez 5 minut oglądam wnętrze i zastanawiam się, który z tych przycisków służy do podróży w czasie. Moje wyobrażenia o Volkswagenach musiały zatrzymać się na passacie 1.9 tdi którym woziła mnie moja pierwsza dziewczyna.

Podróże tym samochodem należały do moich ulubionych, bez względu na cel jaki im przyświecał. Była to oczywiście zasługa kierowcy, ale volkswagen też miał w tym swój udział. Mimo, że tamten samochód wspominam z sentymentem, w Arteonie również zaczynam się czuć coraz lepiej. Jedna rzecz mnie uspokaja. Nie widzę odstającego ekranu, który prześladuje aktualnie chyba już całą branżę motoryzacyjną. Pomimo bardzo nowoczesnego wyglądu, układ deski rozdzielczej jest jednak dość tradycyjny, dzięki czemu szybko orientuję się jak używać podstawowych funkcji. Odpalam silnik i zaczynam kierować się w stronę domu. Wymiary samochodu dają o sobie znać już przy wyjeździe z wąskiego parkingu. W końcu to prawie 5 metrowe kombi. Dalsza podróż układa się nieco lepiej, wciąż jednak mam wrażenie że samochód męczy się na wąskich uliczkach warszawskiej Białołęki. 

Po powrocie do domu okazuje się, że pilot do bramy został w moim samochodzie, który zostawiłem pod firmą. Nic nie szkodzi, brat wraca za 15minut, w tym czasie mam okazję zaznajomić się z wnętrzem Arteona. Od razu zwracam uwagę na fotele, miękka skóra, wentylacja. Wygląda na to, że szefostwo Volkswagena naprawdę chce coś udowodnić tym modelem. Postanawiam również wypróbować audio. Emblematy Harman Kardon na osłonach głośników powodują, że mój apetyt rośnie. Uruchamiam sztandarowy utwór do testowania sprzętu muzycznego.

Phil Colins rozbrzmiewa we wnętrzu. W tym momencie czar pryska, coś jest nie tak. Szukam equalizera, żeby uratować sytuację, walczę z nim dobre kilka minut ale to nic nie daje. Cały czas mam wrażenie, że coś jest nie tak z tym zestawem. Te głośniki grają lepiej nawet kiedy jest uruchomione radio. Po obiedzie czeka mnie dojazd na korepetycje. 

Kolejna przejażdżka, pomimo że tymi samymi wąskimi ulicami wydaje się zupełnie inna. Zaczynam się przyzwyczajać. Duże wrażenie robi zawieszenie, jest idealnie zestrojone. Na prostej czuć jakby samochód płynął delikatnie się bujając, jednak w zakrętach jest bardzo pewny. Nawet wymiary samochodu powoli przestają robić na mnie wrażenie. Podczas parkowania ponownie jednak przypominam sobie, że daleko mu do miejskiego samochodu, całość zdają się ratować kamery 360 stopni. Na początku, próbowałem korzystać z lusterek jednak szybko się poddałem.

Sobota

Dziś oprócz krótkich tras po Białołęce czeka mnie dojazd na Warszawską Wolę. Co prawda krótka podróż, ale będę miał okazję przekonać się jak moja weekendowa zabawka spisuje się na słynnej S8. Po wjeździe na trasę wreszcie czuję, że samochód jest w swoim żywiole. Chętnie pojechałbym od razu do Gdańska, ale zjeżdżam na wiadukt i za minutę jestem na miejscu, gdzie spotykam się z Anią. Razem wsiadamy do statku kosmicznego, który przyszło mi testować. Nie mając do końca pomysłu gdzie jechać, od słowa do słowa lądujemy pod trasą W-Z, nieopodal zamku królewskiego. Idziemy na spacer. Nie minęło 10 minut zanim zaczął padać deszcz. Zdążyliśmy jednak dojść prawie na rynek, więc do samochodu wróciliśmy cali mokrzy. Ania zaserwowała porcję utworów które, okazały się nieco lepszym pomysłem niż spacer który wymyśliłem. Puszczane z jej ręki brzmiały zaskakująco dobrze. 


Czy to wilgotne od przemoczonych ubrań powietrze poprawiło brzmienie? Zawsze byłem niezły z fizyki, jednak o takiej teorii nigdy nie słyszałem. To zapewne jedna z tych sztuczek, które znają tylko kobiety. Moim kolejnym pomysłem było znalezienie kilku ciekawych scenerii i zrobienie paru zdjęć do wpisu, który właśnie czytasz. W tym celu pojechaliśmy do mojego brata po lepszy aparat. Okazało się, że trochę za późno mu powiedziałem o chęci pożyczenia sprzętu i nie dał rady go do końca naładować. Jako pierwsza na celowniku do szukania niebanalnych miejsc była warszawska Praga. Jednak szybko się okazało, że przy ceglanych elewacjach budynków w okolicy portu praskiego, nie jest ani łatwo zaparkować, ani wjechać ze względu na liczne szlabany. Pozostał parking obok stadionu z widokiem 
na peron. Ustawiłem samochód. Ania zabrała się za pierwsze zdjęcie. I teraz po raz kolejny przekonałem się, że muszę w końcu przestać wszystko organizować na ostatnią chwilę. Aparat rozładował się po zrobieniu pierwszej klatki. 

Nocny powrót do domu trasą S8 ponownie przypomniał mi, że w tych warunkach ten samochód czuje się zdecydowanie najlepiej. Jadąc o pierwszej w nocy pustą drogą naprawdę można oderwać się od rzeczywistości i wylądować na drugim końcu Polski.

Niedziela 

Całą noc ładowałem aparat, żeby w końcu zrobić kilka fajnych ujęć. Uzbrojony we wspomniany sprzęt
w towarzystwie brata, który pokusił się na przejażdżkę ze mną rozglądam się ponownie za ciekawymi miejscami na warszawskiej Pradze. Znalazłem mural ze zwisającym do góry nogami akordeonistą. Jednak cała ulica jest zastawiona samochodami. Z trudem wjeżdżam w drogę prowadzącą na tyły budynku. Udaje mi się zrobić kilka niezłych fotek. Kolejna myśl kieruje mnie jeszcze raz w stronę peronu przy stadionie narodowym. Tym razem mam zamiar zrobić trochę więcej niż jedno zdjęcie. W połowie sesji słyszę już narzekanie brata związane z tym że nie pisał się na kilkugodzinne krążenie po Warszawie. 

W drodze powrotnej przypominam sobie jeszcze o cytadeli, która według mojej opinii amatora fotografii przecież idealnienadaje się na tło do zdjęć. Cykam zatem jeszcze kilka kolejnych fotek. Po powrocie do domu, brat ucieka czym prędzej do kuchni, ja natomiast dalej siedzę w samochodzie. 

20 letni Passat i guzik marzeń

Zastanawiam się co łączy go z 20 letnim Passatem, którym jeszcze nie tak dawno temu byłem wożony w okolicach Karpacza. Przepaść pomiędzy tymi samochodami jest ogromna, ale zdecydowanie jest jedna wspólna cecha. Tworzą wspomnienia. Należą do tych samochodów do których po prostu wsiadasz i bez względu na to czy masz pomysł gdzie jechać, wiesz że czeka Cię kolejna przygoda. Nie ważne czy dopisze pogoda i wylądujesz na plaży w Sopocie, czy złapie Cię deszcz i wrócisz do samochodu posłuchać muzyki. To nie będzie stracony czas. Wygląda na to, że już wiem który przycisk na desce rozdzielczej służy do podróży w czasie. To przycisk który zastąpił stacyjkę z 20 letniego Passata. Dawniej przekręcenie kluczyka powodowało, że jednocześnie na tylnej kanapie odpalała się kamera i zapisywała wszystkie wspomnienia na twardym dysku w Twojej głowie. Teraz to samo dzieje się po naciśnięciu guzika. To nie jest samochód stworzony na dojazdy do pracy.

To samochód, który pragnie zabrać Cię na drugi koniec świata. Jeżeli tylko dasz mu możliwość, zadba o to aby wygenerować świeżą porcję wspomnień, która zostanie z Tobą na zawsze. Jeżeli dostałbym go jeszcze raz już wiem gdzie bym pojechał. Na warszawską Wolę, ale spokojnie, tylko na chwilę. Po zabraniu specjalistki od systemu audio miałbym już przed oczami tylko podróż nad morze. Nie ważne, jaki mamy miesiąc ani jaka jest pogoda. Jestem pewien, że nic nie stanęłoby na przeszkodzie aby wygenerować kolejną porcję wspomnień.

Doradca Motoryzacyjny Kingsman
Łukasz Piotrowski 
E. l.piotrowski@kingsmanfinance.pl 
T. 726071919

 

2021-04-24 00:13:08